Niespodziewanie miałam dzisiaj dzień pełen obowiązków.
Widzisz, wczoraj podcięłam jussi paznokcie. Ona bardzo tego nie lubi, ale też chodzi powolutku i nie ma już opcji, żeby na spacerach starła pazurki na tyle, żeby nie musieć ich przycinać.
Tylne łapki się ścierają bo przez dysplazję szura nogami o chodniki, ale przednie podnosi elegancko, no i pazury rosną.
Obie nie lubimy tego robić. Ja nie lubię jej zmuszać fizycznie do robienia rzeczy, których się boi, ona nie ufa mi, że nie zrobię jej krzywdy.
Każde takie działanie wbrew jej woli to duże emocje, a jak emocje to i potrzeba pójścia do toalety.
Tylko, że wczoraj o tym… zapomniałam. Wyleciało mi z głowy, nie połączyłam kropek. Jussi też mi nie przypomniała, pewnie dlatego że nadal była na mnie obrażona.
Obudziłam się koło 6 rano, kiedy Jussi zeszła z łóżka, pomyślałam, więcej miejsca dla mnie, rozepchałam się trochę pod kołdrą i poczułam wilgoć.
Chłodną wilgoć, co znaczy, że wydarzyło się to chwilę temu.
Jussi nie jest brudasem, potrafi mi jasno dać do zrozumienia, że potrzebuje wyjść na dwór. Dziewczyna jest asertywna.
Ale to już drugi raz, kiedy zauważyłam, że zdarza jej się… przeciec.
To nie jest świadome sikanie, to jest wypadek.
Oczywiście, lecimy na konsultację do weterynarza, ale wydaje mi się, że wiem co usłyszę. Jussi ma dysplazję, bierze leki przeciwbólowe, nietrzymanie moczu może być skutkiem ubocznym leków, bólu, osłabionych mięśni, wieku…
Jussi trzyma się całkiem dobrze. Nie wygląda na 12 letniego pieska. Czasami na spacerach mijamy 9 letnie labradory, które wyglądają na bardziej sfatygowane życiem niż ona. Ale też wygląda jak psia seniorka. Jest psią seniorką.
Są rzeczy, które będą się działy i będa postępować, czy tego chcę czy nie. Póki co nie ma jeszcze leków na starość u piesków. A ja też nie chcę doprowadzić do sytuacji, gdzie napycham ją lekami i wizytami u weterynarza tylko dlatego że boję się żyć bez niej.
Myślę, że najbliższe lata to będzie próba osiągnięcia takiego, bardzo delikatnego balansu, pomiędzy pomaganiem jej w życiu tak, żeby była szczęśliwym pieskiem a pozwoleniem jej na starzenie się i odejście kiedy będzie pora.
Dla mnie lekcja jest jedna: spacer przed snem to nie jest już nice to have tylko nasza codzienność. I obserwacja i notowanie, kiedy zdarzają się przypadki moczenia. Czy mają związek z emocjami, czy z jedzeniem, czy może czymś jeszcze…
Nikt cię na to nie przygotuje, jak druzgocące potrafi być opiekowanie się psim seniorem. I chociaż jest pełno pięknych momentów, o których też będe tu pisać to są i takie jak te, kiedy o 6 rano w sobotę włączasz pralkę, ogarniasz pościel i materac i przenosisz się na kanapę, żeby dospać chociaż te pół godziny, bo w końcu dzień wolny.
Dalej z Jussi będziemy mieć wspaniałe przygody, i mam nadzieję je tutaj opisywać. Ale też będą posty tego rodzaju, z bloga podróżniczego, niech to będzie pamiątka życia z psią seniorką.
Do zobaczenia niebawem!




