opis wyprawy

Zamki dolnego śląska z psem – jak zwiedzać

03/06/2020

Tagi: , , , , , ,

Zawsze myślałam, że zamki dolnego śląska z psem da się zwiedzać tylko autem. Przecież nie stoją one w centrach miasteczek tylko zazwyczaj na jakimś uboczu, w lesie, na szczycie góry położonej pośrodku niczego. Szukając kolejnego pomysłu na jednodniową wycieczkę z Jussi, postanowiłam sprawdzić, czy rzeczywiście tak jest. Szukałam zatem jakiegoś łatwo dostępnego zamku, do którego można dojechać pociągiem.

Jakie było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że jednego dnia możemy zwiedzić nie jeden, nie dwa ale trzy zamki. I to tak, żeby zdążyć wrócić jeszcze przed zachodem słońca do domu!

zamki dolnego slaska z psem

W pociąg do Świebodzic wsiadłyśmy chwilę przed 9 rano, i nieźle się zdziwiłam widząc w niedzielę o tej porze tłumy ludzi w pociągu. Zdecydowanie polecam zwlec się z łózka nieco wcześniej i zdążyć na 7 rano, jeśli nie lubicie podróżować w tłoku. Bilet kosztował nas 19 złotych, a podróż trwała około godziny. 

na początek różaneczniki

Świebodzice to małe, przeurocze miasteczko z zadbanym rynkiem, wieloma fontannami i murami obronnymi jak z bajki. Szlak czerwony, który sobie obrałyśmy, prowadzi od dworca PKP. Okrąża ratusz i przebiega obok murów obronnych, pokazując urok miasteczka w pełnej krasie. 

Na zamek Książ można ze Świebodzic dojść na dwa sposoby: albo szlakiem czarnym, na którym na wejściu do parku książańskiego wita nas piękna brama, albo szlakiem czerwonym właśnie, bardziej od tyłu, za to przez Dolinę Różaneczników.

Tę oto trasę obrałyśmy z Jussi. Nie zawiodłam się. Różaneczniki, inaczej rododendrony, kwitną właśnie jak szalone, więc spacer był bardzo długi. Przecież przy każdym krzewie trzeba było się zatrzymać na obowiązkowe zdjęcia wśród kwiatów. Na tej trasie mijałyśmy także pomnikową aleję lipową, z drzewami zasadzonymi tutaj aż w 1715 roku!

różaneczniki z psem

Książ z daleka

Wychodząc z Doliny różaneczników minęłyśmy pola na których wypasają się konie, a chwilę potem Stado Ogierów Książ. Nie zachodziłam tam jednak z Jussi, bo mój pies boi się koni.

Z góry napiszę, że sam zamek Książ nie jest psioprzyjazny, i do żadnej z atrakcji, jakimi są i zwiedzanie pałacu, i arboretum, i stajnie, nie można wejść ze zwierzem. Za to można pospacerować po ogromnym parku i popodziwiać widoki ze szczytu na Wałbrzych i na sam zamek. 

Ominęłyśmy więc tłumy turystów stojących w kolejce do kasy biletowej i poszłyśmy dalej, obierając sobie na cel ruiny Zamku Cisy. Tutaj muszę się wam przyznać do rażącego niedopatrzenia. Nie wiem jakim cudem umknęła mi informacja, że po drodze do zamku Cisy, mija się drogę na Stary Książ! Szlak co prawda zbacza nieco z wyznaczonej przeze mnie trasy, przedłużając spacer o dodatkową godzinę. Jeśli jednak mamy dużo siły, a pogoda jest piękna, można przy cisie Bolko zboczyć nieco ze szlaku. Ja nie chciałam ryzykować, i Stary Książ zostawiłam sobie na inną okazję.

Po drugie Cisy

zwiedzanie zamku cisy z psem

Cis Bolko może mieć nawet do 600 lat i prezentuje się naprawdę majestatycznie. Idzie się do niego Przełomami pod Książem, kolejnym rezerwatem utworzonym w celu ochrony tutejszej, bardzo bogatej, fauny i flory.

Dalej trasa prowadzi wzdłuż rzeki Pełcznicy, i wraca na moment do Świebodzic. Ostatni raz rzucamy okiem na zamek Książ, tym razem już z dołu, i idziemy dalej zielonym szlakiem. Droga tutaj jest bardzo gliniasta, a Jussi cieszy się z kapieli w czerwonych kałużach. Trasy są dobrze pooznaczane, i do zamku Cisy naprawdę łatwo się dostać. Kiedy już docieramy do ruin czeka na nas niespodzianka. Otóż do wejścia prowadził kiedyś mostek, ale nie wiadomo kiedy się zawalił. Na szczęście za murami widać ludzi, więc znajdujemy wydeptaną ścieżkę i docieramy na dziedziniec. 

Zamek Cisy powstał jako zamek obronny, ale w połowie XIV wieku służył głównie rycerzom – rabusiom. Teraz jest on odwiedzany głównie przez turystów pieszych albo rowerowych. Jest to naprawdę piękne miejsce do urządzenia sobie pikniku, nabrania sił, i podumania o życiu dolnośląskich rabusiów.

Na koniec zdrojowisko

Nie mogłam nie zajrzeć do pijalni wód, Jussi musiała zostać na zewnątrz, za to była tak zmęczona, że zwinęła się w kłębek w cieniu i nawet nie zauważyła mojej nieobecności. Za wejście płaci się tutaj niecałe trzy złote, a w cenie jest kubek, słomka, i cztery rodzaje wody do spróbowania. Pierwsza pijalnia powstała tutaj w 1820 roku, wodę doprawiało się wtedy do smaku cukrem albo winem.

szlaki zamkami z psem

Warto zatrzymać się tutaj na chwilę, bo wodę trzeba sączyć powoli, żeby docenić jej zdrowotne atuty.

Ostatni fragment trasy trwa niecałą godzinę i prowadzi przez park  w którym znajduje się ogromny plac zabaw dla dzieci i tor do Crossa. Dalej wchodzimy w las i mijamy szczyt Góry Parkowej. 

do domu

Wychodząc z lasu znajdujemy się już w Wałbrzychu i wędrujemy prosto na stację kolejową Wałbrzych Miasto. Pociągi do Wrocławia odjeżdżają stąd niemal co godzinę a podróż trwa nieco ponad 60 minut. Bilet kosztuje nas tym razem 20 zł.

Cała trasa zajęła nam około siedem godzin, i była długa na 20 kilometrów. W sam raz na leniwą majową niedzielę.

Tekst oryginalnie powstał dla kwartalnika Przystanek Dolny Śląsk. Tutaj możesz znaleźć tamto wydanie, jest tam o wiele więcej informacji o Zamkach Dolnego Śląska i pomysłów na zwiedzanie

1 likes

Author

Stworzyłam tą przestrzeń aby dzielić się pasją, jaką jest specyficzny rodzaj podróżowania - podróżowanie z psem. Staram się ograniczać koszty i maksymalizować wrażenia.